
No to mamy problem z kibicami. I nie chodzi tu o eskalację chuligaństwa i brak bezpieczeństwa na trybunach,
Te problemy jakby ucichły w Polsce, choć trzeba uważać na to diabelstwo, bo nie wiadomo kiedy i z jaką siłą wybuchnie. Dziś polscy kibice stali się radą nadzorczą polskiego futbolu. Chcą decydować o losach i kadrach Polskiego Związku Piłki Nożnej, chcą wpływać na wybór selekcjonera reprezentacji Polski, chcieliby ustalić ceny biletów, a końcu zestawić pierwszą jedenastkę biało-czerwonych. W swych działaniach potrafią być solidarni i bardzo wyraziści. Mają potężną broń – Internet. Tam się zwołują i namawiają. Rosną w siłę. Blisko 300 tysięcy protestujących przeciwko związkowi Grzegorza Laty, ponad sto tysięcy wpisów zachęcających do absencji na meczu ze Słowacją. Tego nie można i nie należy lekceważyć.
Niedawno jeden z prominentnych ludzi PZPN oglądając w Chorzowie baner z napisem ,,Koniec PZPN” miał powiedzieć ,, Jaki koniec związku….? To raczej koniec kibiców”. Pan działacz był całkiem trzeźwy i zdaje się robił tzw. dobrą minę do złej gry. I tak to łagodna wypowiedź, bo w tym towarzystwie o fanach reprezentacji nie kochających związku mówi się znacznie mocniej. ,,Hołota, tłuszcza, tłum terrorystów” – przykłady pierwsze z brzegu. Jeśli znalazłby się tam wielbiciel Henryka Sienkiewicza to mógłby jeszcze dodać takie miłe słówko ,,czerń”. Nasz noblista tak określał w ,,Ogniem i mieczem” groźnych w swej masie i działaniu ukraińskich chłopów, którym wcale a wcale nie podobali się polscy panowie.
Skąd tyle pogardy dla ludzi kochających reprezentację Polski, tak bardzo przeżywających kolejne klęski drużyny narodowej? Może to wynikać z braku zrozumienia dla wrzeszczących i kolorowo ubranych fanatyków, którzy ciągle mają wiele pretensji i zarzutów, że działacze związku nie zawsze stawiają na nie tych selekcjonerów co trzeba, a poza tym zarabiają bardzo dobrze, co drażni tych zarabiających kilkanaście razy mniej. Nie bardzo też potrafią albo i nie chcą szefowie PZPN rozmawiać z fanami kadry, jakieś nieśmiałe próby dialogu tylko śmieszą.
Odkąd pracuję jako dziennikarz sportowy, czyli jakieś 25 lat, PZPN nigdy nie miał dobrej prasy i opinii. Wynikało to pewno z tego, że ludzie związku rzadko stanowili jednolitą ekipę, za wiele tam było i pewnie jest grupek i podgrupek. Raz rządziło lobby ubeckie, raz wojskowe, a czasami górnicze. Tak było w czasach PRL. Paradoksalnie w tym okresie mieliśmy największe sukcesy piłkarskie, w tym medale mistrzostw świata. Nawet jeśli Piechniczkowi czy Lacie nie podobała się tamta Polska, to decyzja by dla potrzeb reprezentacji zawiesić ligę na kilka tygodni była już miła, bo w tamtym czasie nie było z tym problemu. Zawsze w federacji było dużo różnych sprzecznych interesów, a w ostatnim dwudziestoleciu wolności i wolnego rynku zbyt wiele pieniędzy do podziału i konsumpcji.
Tamta zła i czerwona władza umiała odpowiednio grać na nastrojach kibicowskich. PZPN można było w pewnych ramach krytykować, byle tylko nie przesadzić… Dzisiejsza władza też nie gorsza i ta chęć ,,zrobienia porządku ze związkiem” przyniosłaby nowe punkty w sondażach i dałaby poparcie społeczne. Jednak kolejne porażki ministrów sportu w starciach z szefami związku umacniają PZPN-owską elitę w przekonaniu, że nikt im nie zaszkodzi. Skoro nie daje rady piłkarskiej federacji cały aparat rządowy, to co mogą zdziałać zdesperowani kibice? Ci ostatni tworzą co prawdą paskudną i zatęchłą atmosferę wokół PZPN, ale czy to jest problem dla FIFA – jedynego i skutecznego protektora piłkarskiej federacji? Wiadomo, że nie. Słyszę ostatnio, że postawa kibiców to ,,akt obywatelskiego sprzeciwu”. Pięknie… Wierzą Państwo, że będzie to ruch, który zmusi ludzi polskiej piłki do reform, do zmiany stylu pracy, bo o styl tu także chodzi?
Spontaniczność reakcji, desperacja, rozpacz, po prostu krzyk ludzi, którzy mają dość nędznej gry reprezentacji i braku awansu na mundial. Robią tu swoją świętą wojnę, której wcale nie muszą wygrać. Obrażają prezesa, wygwizdują tymczasowego selekcjonera, łatwo darują grzechy swym ulubieńcom – piłkarzom, nie potrafią realnie ocenić Leo Beenhakkera. Coś ta rada nadzorcza reprezentacji narodowej nie ma żadnego planu na zmianę sytuacji. Ot, doczekać się jak spadną jakieś związkowe głowy, a potem tylko czekanie na kolejny mecz biało-czerwonych. Smutne.