Niedziela, 5 lutego 2012 r.

Wydarzenia

Janusz Basałaj


Janusz Basałaj jest redaktorem naczelnym Orange Sport. To niezwykle doświadczony komentator sportowy. Jego głos znają wszyscy kibice piłki nożnej w Polsce. Oprócz pracy w najważniejszych redakcjach sportowych gazet i telewizji był także prezesem Wisły Kraków.

Janusz Basałaj

Robota dla narcyza

24-09-2009

Czy warto wystawiać się na ocenę nieletnich publicystów, mistrzów portali internetowych, gdzie selekcjoner dziś jest Bogiem, a jutro...

Selekcjonerem reprezentacji narodowej podobno chce zostać każdy młody człowiek, który zajmuje się trenowaniem nie tylko dojrzałych piłkarzy w pierwszej lidze czy ekstraklasie, ale nawet ten, który pilnuje na boisku z gwizdkiem w ustach kilkuletnich brzdąców. Jest jakaś magia i tak wielka pokusa chęci bycia trenerem drużyny narodowej, że nawet dojrzałym i zdawałoby się racjonalnym szkoleniowcom te pragnienie odbiera rozum… Czy warto więc tracić głowę dla roboty, na której się wszyscy znają, którą cały naród cenzuruje, a miliony gapią się w szklany ekran z dziwną gorączką i namiętnością? Warto wystawiać się na oceny nieletnich publicystów, mistrzów portali internetowych, gdzie selekcjoner dziś jest Bogiem, a jutro gównem?

Ta oczywista ,,ingerencja” faceta z biało-czerwonym szalikiem w robotę selekcjonera, w skład pierwszej jedenastki, pomysł na ustawienie reprezentacji… Ten sam Kowalski, który cicho siedzi w swej pracy i nie śmie spojrzeć w oczy szefa, i nigdy nie powie co myśli o zarządzaniu jego firmą nabiera odwagi, kiedy trzeba wykrzyczeć na stadionie nieprzyjemną opinię na temat trenera czy piłkarzy. Jeszcze z większą brawurą zaatakuje selekcjonera, kiedy dorwie się do forum internetowego.

Tego stanu ducha milionów ludzi w ciągu dwóch godzin telewizyjnej transmisji z meczu reprezentacji nie da się powtórzyć przy innej okazji. Sam stadion, gdzie gra drużyna narodowa zamienia się w świątynię kultu reprezentacji, gdzie wielki kapłan – selekcjoner odprawia swe misterium w starannie wyreżyserowany sposób. Podniesiona ręka i pozdrowienie kibiców przy pierwszym wejściu na murawę (jeszcze godzinę przed meczem), a potem już w trakcie spotkania wystarczy stać godnie obok ławki z miną udręczonego sfinksa i w odpowiednim momencie rzucić się do linii bocznej boiska i coś tam wykrzyczeć do piłkarzy. Najlepiej po strzeleniu bramki… Tłum na stadionie tego nie przegapi. Tłum to kupi! Bo widzi, że robota jego idola, wieszcza, demiurga idzie na chwałę wszystkich. W Polsce od ładnych kilku lat selekcjoner ma dobrze, bo wszystkiemu jest winien PZPN, o czym w słynnej pieśni kibice i kibole regularnie przypominają. Reprezentanci pobiesiadowali po meczu z Irlandią – to przez PZPN, Boruc zawinił – winna federacja, Żewłakow się pomylił – to przez prezesa Latę, przegraliśmy ze Słowenią – patrz jak wyżej… Na koniec jednak, to wredny związek zwalnia naszego ulubieńca.

To jest dopiero luksusowa sytuacja dla selekcjonera reprezentacji Polski. Winni są Oni, a nie on. Onych trzeba rozliczyć, zwolnić, zbojkotować, wyrzucić, zdymisjonować. Przez Onych nie awansujemy na mundial, przez Onych kompromitujemy się w Mariborze. Ach co to za fucha! Płacą ci wiele setek tysięcy euro rocznie (następca Leo Beenhakkera będzie zarabiał mniej, to pewne), wszystkie telewizje tego kraju biją się o Twoją wizytę w swoich programach, politycy najchętniej grzaliby się w Twoim blasku trenera – najważniejszej drużyny w kraju. Jeśli masz w sobie coś z narcyza i lubisz siebie z wzajemnością, a bycie (nawet przez kilka miesięcy) stadionowym, salonowym i telewizyjnym celebrytą staje się pokusą nie do przezwyciężenia, to spełnisz się w tej roli. Każdy kto widział Janusza Wójcika w roli Narodowego dobrze wie o co chodzi. Trzeba się tylko napuszyć, dobrze wypaść studio TV, udzielić efektownych wywiadów życzliwym dziennikarzom w zaprzyjaźnionych gazetach, na koniec mrugnąć okiem do publiki i można zaczynać. Jak dobrze być jednym z najpopularniejszych i najważniejszych ludzi w tym kraju. Nawet jeśli to nie potrwa długo.

Dlatego nieważne, czy mamy zdolną piłkarsko młódź, która nie ma na czym trenować, a w grupie eliminacyjnej trafiamy na np. Anglię, Włochy czy Niemcy. Selekcjoner zapewnia nam przed dwa lata eliminacji mistrzostw Europy czy świata niezłe złudzenia. Im więcej w nim starannie przygotowanego ,,piaru”, zwanego przez prosty polski naród, kitem i bajerem, gładkiej gadki we wszystkich mediach i kilku socjotechnicznych sztuczek tym lepiej dla naszego samopoczucia. Bo oto nadszedł nowy wódz, który nas i naszą ukochaną reprezentację poprowadzi do wielkich spraw. Wystarczy być…

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze opinii. Masz okazję by Twój głos pojawił się tutaj jako pierwszy! Nie czekaj - dodaj swoją opinię!
* - pola wymagane