
Słabi piłkarze robią to samo, co kiepscy artyści. Nie mają nic do zaoferowania w swoim zawodzie, więc otwierają dom i krzyczą: wchodźcie! To strategia żywcem wzięta od moich ulubieńców, braci Mroczków. No cudownie, ale Hamleta to oni raczej nie zagrają.
Żenada. Słyszę ostatnio głosy, że polscy piłkarze nie dość, że nie potrafią grać w piłkę, to jeszcze słabo się nią interesują. W zasadzie to w ogóle. Wsiadają w autobus, jadą na mecz i nawet nie wiedzą z kim. Ewidentne zarabianie pieniędzy. Gdzieś, tam kiedyś mieli pasję, wyszkolili się, a teraz to już tylko kasa i nowe fury.
OK, ja też nie znam wszystkich artystów pop kultury. Jest ich za dużo. Wychodzą na jedną piosenkę i znikają. Do dziś nie wiem np. kim jest Cichopek albo jak wygląda Herbuś. Ludzie nimi żyją, rozpoznają w mig, a mnie jakoś nie idzie. Takich klasycznych, którzy coś tam poważnego robią i mają dorobek, to oczywiście znam. Wiem, kto, co nagrywa, gdzie i z kim. Interesuje mnie to.
Z jednej strony dobrze, że zawodnicy skupiają się po prostu na kopaniu piłki i nie obchodzi ich ta cała otoczka. No, ale z drugiej to jakieś dziwadło. To, że piłką nie interesuje się Niedzielan, wiedziałem od dawna. Tylko, że to nie jest zły piłkarz, więc można mu wybaczyć. Widocznie ma taki kaprys. Ale reszta?
Niektórych dziwi to, że na piłce lepiej znają się muzycy niż piłkarze. Nie wiem, jaka jest obecnie tendencja, bo tego nie obserwuję, ale jest zła sprawa. Pójść sobie odpocząć, wypić piwko, miło pogawędzić. Co do tego ostatniego, to zawsze zastanawia mnie tylko, co ci nasi piłkarze sobie myślą, gdy grają - dajmy na to - mecz Realu z Barceloną. Kogo oni sobie wtedy wyobrażają? Czy nie jest im wstyd?
Tomek Frankowski, którego uwielbiam, opowiadał kiedyś, że wychodzi na taki zwykły mecz ligowy i nie kojarzy, z kim gra! Nie w sensie drużyny, bo to gość, który kocha piłkę, ale po prostu nie rozpoznaje młodych zawodników. Wychodzi na mecz z Piastem Gliwice i nie wie, co to za ludzie. To są sezonowi piłkarze, więc w pamięci raczej mu nie zapadają.
I trudno mu się dziwić. W polskiej piłce zaroiło się od wyżelowanych chłopców, którzy jeszcze nic nie osiągnęli, a zgrywają gwiazdy. Ich w ogóle nie interesuje piłka. Ciekawszy jest spacer po galerii handlowej. Ciepełko, można parę autografów rozdać. Sielanka.
Więcej w "Magazynie Futbol"

Podzielam tę opinię, ale chciałbym, jeśli można, usłyszeć lub w tym przypadku - przeczytać, w jaki sposób można wyleczyć polską piłkę z tej strasznej przypadłości. Ponieważ przyczyną tego stanu rzeczy jest, w moim mniemaniu, brak autorytetów wśród działaczy i trenerów - którym zależy chyba najbardziej na własnym ego i kasie - proponuję zacząć budowę od podstaw nowej struktury polskiego futbolu, a piłkarzom, którzy nic nie robią na boisku (oprócz spacerów) kazałbym wpłacać wadium za udział w meczu - zwracane w wypadku wygranej. Albo mielibyśmy świetne zespoły, albo nie musielibyśmy wstydzić się za zawodników.