
Jak patrzę na kogoś takiego, to przypomina mi się Henio Brzozowski, gdzieś z Armii Krajowej, z podwórka. Graliśmy czterech na czterech. Nie chodziło o to, żeby walczyć łokciami, wyprzedzać kogoś na siłę. Nie! Każdy szukał tego jednego zwodu, balansu ciała.
Na temat Messiego powiedziano już w zasadzie wszystko. Cały świat pieje z zachwytu. Nawet ci, którzy piłką interesują się od święta, wiedzą, że właśnie żyjemy w czasach, kiedy po boiskach biega najlepszy piłkarz wszech czasów. Najlepszy i już. Maradona? Pele? Wydaje mi się, że właśnie ich przeskoczył. Panie Diego, mam nadzieję, że nie czytasz tego tekstu, bo pewnie byś się obraził, wlepił Messiemu numer 19 i wystawił na lewej obronie.
To, co wyrabia ten młodzian w ostatnich tygodniach jest niesamowite. Wystarczy, że włączę telewizor, ktoś strzeli gola, a żona mówi do mnie: „co, pewnie znowu Messi?”. Dla niej to oczywiste. Po prostu inni piłkarze nie istnieją. Czy jest jakiś inny zawodnik, który w meczu z taką świetną drużyną jak Arsenal, jest w stanie przyćmić wszystkich? Nie ma.
Ten gość robi, co chce, łamie wszelkie bariery. Tydzień w tydzień robi w balona najlepszych obrońców świata. Myślisz sobie, że już lepiej się nie da, że to jest szczyt szczytów, a on i tak zrobi coś, czego jeszcze w piłce nie było. Wychodzi na Camp Nou i zachowuje się jakby biegał po piaskownicy.
Więcej w "Magazynie Futbol"

To co wyprawiał z Interem też było niesamowite. W końcu nie co dzień piłkarz klasy Messiego staje się niewidzialny ;]