
Sześć klubów zainteresowanych Stiliciem, przedstawiciele czterech lig biją się o Lewandowskiego. Peszko bliski wyjazdu do Bundesligi. Brożek ciągle pod lupą przedstawicieli Premier League.
Ale kto skusi się na Małeckiego? O Małeckim na razie cisza. Ważne, że Sobiech ma szansę trafić do PSV Eindhoven, a Kamil Glik do Fulham. Fajnie byłoby, gdyby tam rzeczywiście poszedł, bo wówczas mielibyśmy dwóch polskich obrońców na Wyspach – no bo jeszcze Sadloka w West Bromwich, jesienią występującego w Ruchu Chorzów. Tomasza Jodłowca nie liczę, bo jego wprawdzie z pocałowaniem ręki wzięłaby połowa angielskich klubów (i cztery włoskie), ale on sam woli Konwiktorską. I tak dalej.
Sprzedawanie – narodowy sport Polaków. Gazety wystartowały w jakimś szaleńczym wyścigu i sprzedają wszystkich wszędzie. Przez całą zimę w polskiej lidze notujemy raptem z piętnaście transferów, ze dwóch Polaków zmienia kluby w zachodnich krajach, ale u nas nieustanna medialna młócka: dziesięć transakcji dziennie, w tę i z powrotem. Jak kończy się transferowe okno, to aż głowa puchnie – milion było ofert, miliard zapytań i teraz weź zgadnij, kto kogo naprawdę chciał. Sam w życiu napisałem pewnie ze sto transferowych newsów, nie wszystkie się sprawdziły, ale dużo z nich tak. I na pewno wszystkie poparte były konkretnymi przesłankami. Aż pewnego dnia dałem sobie z tym wszystkim spokój – w chwili, gdy na pierwszej stronie potężnej gazety ogłoszono „Boruc do Barcelony”. I potem moja, a także Przemka Rudzkiego informacja „Kuszczak do Manchesteru United” – z czym byliśmy pierwsi na świecie – wyglądała jak żarcik. Weź tu rywalizuj. My Kuszczaka umieszczamy na Old Trafford, ale ktoś wyciąga armatę – prawdziwą „Grubą Bertę” – i wali Borucem na Camp Nou. A potem jeszcze poprawka: „Szymkowiak do Juventusu”. Co zrobić w takiej sytuacji? Biegać po ulicy i krzyczeć: - Ludzie, Boruc nie idzie do Barcelony, Szymkowiak nie zagra w Turynie, ale Kuszczak do Manchesteru naprawdę się wybiera? Bez sensu.
I w tym rzecz. Dziś nie ma sensu pisać o transferach, ponieważ nikt nie jest w stanie odróżnić informacji prawdziwej od tego całego chłamu. Choćby dziennikarz strzelał hitami dzień w dzień, to i tak efekt z tego żaden. Więcej spekulacji, więcej śmieci, więcej szamba. Napiszesz, że Kuszczak w Manchesterze, ale nikt się tym nie przejmie – przecież codziennie ktoś według jakiejś gazety czy portalu trafia do Manchesteru. Dlatego z zawodowego punktu widzenia dla mnie ta zabawa nie ma już sensu – została zabita. Oczywiście, kiedyś też napotykało się na głupoty typu „Wojciech Kowalczyk do River Plate” (a dzień później, że może do Zawiszy Bydgoszcz), ale to jednak wyjątki. Zazwyczaj tekst w gazecie coś jednak oznaczał. Nawet jak do transferu ostatecznie nie doszło, można było się zastanowić: - Hmm, ciekawe, co stanęło na przeszkodzie? A teraz zastanawiać się nie ma nad czym – bzdura goni bzdurę. Powiedzenie, że w każdej plotce jest ziarnko prawdy dawno przestało być aktualne.
Zastanawiam się czasami – czy naprawdę czytelnicy tego oczekują? A potem ze zgrozą dopowiadam sobie, że niektórzy chyba tak. Czytam w Internecie, jak kibic Wisły wpisuje się pod jakimś tekstem: „Fajnie byłoby teraz sprzedać Pawła Brożka za trzy miliony euro, ale kto tyle da?” Gdyby wpisał się tak Bogusław Cupiał, to bym zrozumiał – w końcu o jego ewentualnym zarobku mowa. Ale kibic, zwykły kibic? Co mu z tych trzech milionów? Przecież on powinien raczej krzyczeć: - Hej, ja chcę, żeby Brożek grał tu jeszcze pięć lat i strzelił jeszcze 80 goli! Ale nie – takiego komentarza znaleźć nie sposób. Tylko kasa i kasa. Tego sprzedajmy za tyle, tamtego za więcej, a tego – no, tego można upchnąć tanio, zejdzie z kontraktu przynajmniej. A przecież klub funkcjonuje po to, żeby wygrywać, a nie po to, żeby zarabiać (z punktu widzenia fanów, oczywiście). Można się łudzić, że sprzedaż piłkarza za 3 miliony oznacza spore wzmocnienia, ale przecież Wisła za 3 miliony sprzedawała i Żurawskiego, i Błaszczykowskiego. Ktoś się na tym wzbogacił, ale co w zamian otrzymał kibic? Nic. Ale kibice przeobrażają się w księgowych.
Pytanie w stylu, co było pierwsze: jajko czy kura? No więc – czy tę całą spiralę nakręciły gazety i na skutek tej pisaniny coś się niektórym kibicom w mózgach poprzestawiało, czy też to czytelnicy żądni akcji wymusili tego typu teksty na redakcjach? Rozumiem – zimowe emocje zastępcze, liga transferowa zamiast ligi piłkarskiej. Ale w kraju, w którym nie ma transferów, ktoś te emocje próbuje sztucznie pompować. I już od tego pompowania mnie mdli.

Stanowski ty pedale !!!

weszlo.com.pl czytajcie

śmieciu !!

stanowski ty cipo ale dojebałes z tym wieszczyckim facet ma najwieksze pojecie z tych wszystkich ekspertów z canal +!!!!! wiesz co to jest taktyka? wiesz co to jest trojkat w polu ? kim ty kurwa jestes ?