
Jak będziemy mieli dobre filmy, to i Oscar się trafi. A jak będziemy mieli dobrą piłkę, to będziemy też mieli dobrą reprezentację i awansy na wielkie turnieje.
Podobno to wielka tragedia, że Polska nie weźmie udziału w finałach mistrzostw świata. Może ze względu na dość młody wiek, jakoś w ten sposób naszego eliminacyjnego blamażu nie postrzegam. Mundial - a byłem i w Korei w 2002 roku, i w Niemczech w 2006 - kojarzy mi się raczej ze wstydem i międzynarodową kompromitacją. Teraz dzięki kompromitacji lokalnej, czyli w meczach ze Słowenią czy Słowacją, nie będzie kompromitacji globalnej. I wstydu. Jakoś nie mam poczucia, że omija nas szansa na przeżycie czegoś wspaniałego. Raczej mamy szansę na zachowanie resztek prestiżu. Smutne to moje podejście, ale mam wrażenie, że mniej oderwane od rzeczywistości niż engelowskie: „Jedziemy po puchar”.
Biorąc pod uwagę nasze ostatnie występy na wielkich turniejach, lekko kabaretowe zabarwienie mają te wszystkie utyskiwania. To mniej więcej tak, jakby rozpaczać, że polski film - dajmy na to, „Miłość na wybiegu” - nie znalazł się w gronie kandydatów do Oscara. I przy tym nie zwracać uwagi, że to totalny gniot, a generalnie cały nasz przemysł filmowy jest miałki niczym serialowe dialogi w „M jak Miłość”:
- Słodzisz jedną czy dwie?
- Dwie, poproszę.
W skrócie - nie czas żałować róż, kiedy płoną lasy. Jak będziemy mieli dobre filmy, to i Oscar się trafi. A jak będziemy mieli dobrą piłkę, to będziemy też mieli dobrą reprezentację i awanse na wielkie turnieje. Bardziej przeraża mnie to, że w lidze nie wyliczę trzech piłkarzy, którzy mają ciekawy drybling, ani trzech, którzy naprawdę potrafią kropnąć z dystansu. I że mecze w lidze są tak nudne, jak orędzia prezydenta. Że za największy talent uchodzi Patryk Małecki, który coś tam w sobie ma, ale bądźmy szczerzy - świata to on nie podbije. Że Vuković, który nie sprawdził się ani w Ergotelisie, ani w Iraklisie, robi tu za profesora. Że największym sportowym związkiem w Polsce rządzi facet, który mówi „Nie rozdzierajmy szat jak Stańczyk”, a potem dziwi się, że ktoś go nazwał prostakiem.
Co tak naprawdę przechodzi nam koło nosa? Trzy mecze na końcu świata. Dwie fatalne porażki i jakiś remis. Smucić się mogą restauratorzy, sprzedawcy piwa, piłkarze. No i kilku - przepraszam za wyrażenie - oszołomów, którzy wierzą, że „tym razem na pewno byłoby inaczej”. A tam, inaczej. Byłoby dokładnie tak samo, czyli - jak mawia Wojtek Kowalczyk - na zero z przodu. Wysyłanie naszej kadry na mundial, to jak wysyłanie Joli Rutowicz na coroczny „Bal Debiutantek”. Obciach murowany.
W telewizji Orange oglądam wywiad ze Stefanem Majewskim, w czyimś chorym zwidzie mianowanym selekcjonerem. I on mówi, że dopóki są matematyczne szanse, to wszyscy powinniśmy ściskać kciuki za naszą kadrę. I wierzyć, wierzyć, wierzyć! Ale przepraszam, z jakiego powodu? Po pierwsze - w matematyce istnieje jeszcze coś takiego jak rachunek prawdopodobieństwa. A po drugie - skąd przypuszczenie, że wygrana w dwóch najbliższych meczach, pod wodzą Stefana Majewskiego, jest w moim interesie? Bo ja osobiście mam przekonanie, że lepiej dla polskiej piłki - z mojej perspektywy - byłoby te mecze przegrać. Nie mam wrażenia, że jadę z Majewskim na tym samym wózku, wręcz przeciwnie. Sądzę, że gdyby jego wózek się wykoleił, to tylko z korzyścią dla Polski. Patrzę w dłuższej perspektywie, niż 90 minut. Może mam nie po kolei w głowie, ale święcie wierzę, że najlepsze, co może się zdarzyć w polskiej piłce, to 0:8 ze Słowacją i 0:10 z Czechami. Kompletna katastrofa, po której zostają zgliszcza. Majewski na aucie, Lato pod ostrzałem, Engel wytykany palcami, Piechniczek wyszydzany. I piłkarze, którzy wreszcie schodzą na ziemię.
Co pomogło Francuzom wygrać mistrzostwo świata w 1998 roku i mistrzostwo Europy w 2000? To, że w 1994 nawet nie awansowali na mundial. W Niemczech wszyscy obudzili się, kiedy tamtejsi piłkarze nie mogli na dwóch turniejach wyjść z grupy. My cele mamy zupełnie inne niż te dwie potężne futbolowo nacje, ale coś mi się zdaje, że droga jest ta sama - nie będzie dobrze, dopóki obecna, przeżarta zgnilizną budowa całkiem nie runie. I prawdziwą katastrofą byłoby, gdyby ta chwiejna konstrukcja - z architektem Majewskim - trwała przez następne lata.

DRODZY KIBICE!!! Akcja "Pusty Stadion" przyniosła pożądany przez nas efekt. Sponsorzy zaczynają odwracać się od PZPN-u. Pewna firma ubezpieczeniowa wycofała się już, a następna poważnie myśli o tym samym. Nawet sam PZPN poczuł co się święci i odcinają się od mediów do poniedziałku i przez weekend planują tajne zjazdy w celu przedyskutowania obecnej sytuacji. Jest do dowód, że My - kibice Reprezentacji Polski odnosimy sukces. Jest to dowód na to, że potrafimy się zjednoczyć w trudnych chwilach i razem możemy osiągnąć jeszcze więcej! Nie możemy teraz się poddać. To ma być wojna totalna! Alby zwyciężymy My, albo oni. My kibice już wiele razy przeżywaliśmy gorycz porażki. Nastał tego kres. Musimy działać dalej. Akcja "Pusty Stadion" nie koniec. To dopiero początek. Teraz jest odpowiednia chwila by zadać decydujący cios. Każdy klub ma swoich przedstawicieli w zarządzie PZPN. Ci przedstawiciele mogą zmienić układ sił w PZPN. Teraz są naszymi wrogami, ale wkrótce mogą być sprzymierzeńcami. Jak? Ano tak, że jeśli zbojkotujemy kilka najbliższym kolejek tzw. Ekstraklasy kluby będą czerpać mniejszy zysk z biletów. Po kilku takich weekendach straty będą coraz bardziej odczuwalne, a skutkiem tego będzie bunt działaczy i właśnie wtedy oni sami dla dobra swoich klubów będą wywierali coraz większą presję na szefostwie PZPN, by ten ustąpił. To jest nasza szansa! Musimy to wykorzystać, gdyż może się ona już więcej nie powtórzyć. Nasza akcja jest coraz bardziej nagłaśniana w mediach. Albo teraz, albo nigdy... Wklejajcie ten komentarz na kazde kibicowskie forum !!

Argumentacja bardzo słuszna Panie Stanowski, lecz pragnę dodać tylko malą poprawke. Nie tylko tzw. "stary beton" musi zostać zburzony ale i mentalność polskich kopaczy (nie mogę ich nazwać piłkarzami to obraża profesjonalistów) i ich płaca. Pamiętam, że kiedyś czytałem wywiad z Tomaszem Hajto... wtedy powiedział prawdę o naszej piłce. Gdy kończy sie trening (i tak lżejszy od zachodnich) to nikt nie zostaje po zajęciach potrenować indywidualnie tylko każdy leci nakładać żel na włosy i na dyskoteke, czy jakoś tak... dlatego poziom mamy taki jaki jest, byle tylko odwalić swoją robotę a zero pasji i chęci... niewiele potrzeba prawda? Za kilka treningów i 4 mecze w miesiącu, z rzadka gra się więcej kopacze dostają mnóstwo pieniędzy! OK, nie mam nic przeciwko kasie, ale na nią trzeba zasłużyć, racja? A narazie w Polsce mamy EKSTRAKASE dla kopaczy, a EKSTRAKLASE w marzeniach kibiców...

Nie będę odnosił się do tego tekstu, ale do ominięcia w kadrze Boruca. Z każdym razem, gdy słyszę narzekania, że zabrakło go w kadrze, nie wiem, czy przypadkiem się nie mam problemu z uszami! O ile mnie pamięć nie myli, to pan Artur załatwił nam bezpośrednio dwa mecze w tych eliminacjach, a trzeci do spółki z kolegami defensorami. Ile jeszcze musi nawyrabiać w tej bramce, żeby w końcu obalić mit wielkiego bramkarza. Bramkarza, który broni w Celticu (zespole średniaka europejskiego), i pewnie tam zostanie, bo mimo wielu szczerych chęci niektórych dziennikarzy, nikt się nim nie interesuje. Może czas dać szansę młodszym, nie tak zmanierowanym. A Boruc?No cóż, kiedyś go lubiłem, ale ostatnio sam pracuje na miano pierwszego zraszacza murawy w polskim futbolu. Kiedyś zapluje się na śmierć, bo pozbędzie się całej wody z organizmu. Niestety, to jedyna jego wizytówka w ostatnim czasie,plus jedna interwencja z ligi szkockiej tygodniowo, pokazywana wiele razy w polskich stacjach telewizyjnych.

wszedl ci ten felieton jak na weszlo.com normalnie

www.koniecpzpn.pl !

Ciekawy punkt widzenia i ja się z nim zgadzam! Chciałbym zwrocic uwage na to co powiedział Stefan Majewski w e wczorajszym programie "sportowa niedziela". Otoż pan majewski zapytany o to dlaczego powołał całkiem nowa formację obronna i Jerzego Dudka jako pierwszego bramkarza w miejsce Artura Boruca pokretnie odpowiedział że oczywiście Boruc i inni nie powołani zawodnicym.in. Krzynowek i żewłakow są tej kadrze nadal potrzebni ale na te dwa mecze(dodajmy że Polska ma jeszcze minimalne szanse na awans do barazy!)wybrał innych piłkarzy to nasuwa sie pytanie: Kiedy będą potrzebni?W meczach towarzyskich z estonia czy wyspami owczymi?moim zdaniem Majewski swiadomie rozbił trzon tej kadry ulegając argumentacji leśnych dziadkow i archaicznej wizji futbolu pana QAntoniego Piechniczka bo według mnie on sam nie ma żadnego pomysłu na reprezentację.Podsumowujac nadchodza bardzo chude lata dla naszej kadry i to nas kibicw najbardziej boli.