
Ruletka zła, ale polski futbol jeszcze gorszy. W ruletce - stawiając na kolor - masz blisko 50 procent szans na zwycięstwo, a w piłce nożnej stawiając na naszych - pewnie z pięć procent.
Donald Tusk zaczął troszczyć się o zdrowie psychiczne polskiego społeczeństwa i na dobry początek postanowił ukrócić cały hazard. Jak wiadomo, hazard to jednak zjawisko - w porównaniu z piłką nożną - całkiem marginalne. Może więc premier RP powinien pójść na całego i zdelegalizować grę w piłkę. Bo tak na zdrowy rozum - co nam ta cała piłka daje? Frustrację tylko. Złość. Polscy obywatele są permanentnie niezadowoleni z gry polskich piłkarzy. Gdyby z konieczności musieli przerzucić się na siatkówkę czy piłkę ręczną, byliby weselsi, zdrowsi, bardziej wydajni w pracy, kreatywni. Wychodzi na to, że nasi gwiazdorzy sądzą, iż każde kopnięcie przez nich piłki jest wydarzeniem wiekopomnym, a tak naprawdę gdyby nie kopali w ogóle, to wszystkim wyszłoby to na dobre. Jak mawia Platforma Obywatelska - żyłoby się lepiej. Ruletka zła, ale polski futbol jeszcze gorszy. W ruletce - stawiając na kolor - masz blisko 50 procent szans na zwycięstwo, a w piłce nożnej stawiając na naszych - pewnie z pięć procent. Jedyna szansa, by nie przegrać z kasynem - nie grać. Jedyna szansa, by nie przegrać w polskiej piłce - też nie grać! Tym bardziej!
Oczywiście, najpierw by była tęsknota. Przez rok, może dwa. Po trzech ktoś by powiedział - a w zasadzie to bez tej piłki nawet ciekawiej. W weekendy spokój. Z żoną fajny film widziałem. A gdy minęłaby dekada, ojcowie opowiadaliby dzieciom, że u nas też się kiedyś grało w piłkę, ale to bez sensu i dziś już nie gra nikt, tak jak teraz nikt nie gra w cymbergaja. Rosłoby pokolenie bez tego cotygodniowego piętna porażki. Bez poczucia, że jesteśmy w czymkolwiek gorsi. Mało tego - moglibyśmy się śmiać z Anglików: co wy, za piłką ganiacie, XXI wiek mamy! Oj wy, prostate.
Jest też inna droga, która przyszła mi do głowy podczas gali boksu w Łodzi, gdzie Tomasz Adamek sprawił mi wielką przykrość, obijając Andrzeja Gołotę (w zasadzie to Gołota sprawił mi przykrość, dając się tak obijać). Publika była zachwycona. Ja się darłem „Andrzej, Andrzej”, a facet koło mnie „Tomek, Tomek”. Boks to był mierny, bo jednostronny, ale jakże wszyscy byli pozytywnie rozentuzjazmowani. Po wszystkim „Góral” otrzymał pas Polsatu i publika wyła z zachwytu. Polak obił Polaka. Nie przyjechał wielki Murzyn i nie obił naszego. Nie było Lewisa, który naszego uwalił w pierwszej rundzie. Nie było Tysona i ogromnego rozczarowania. Nie był potrzebny. Nie były też potrzebne żadne prestiżowe pasy, wystarczył polsatowski. Po prostu - Andrew kontra Tomek. Kto kogo.
Może by więc tak zamknąć naszych piłkarzy przed światem? Gramy tylko między sobą. Północ południe. Kadra A na kadrę B, albo Biali na Czerwonych. Kadra Smudy kontra kadra Kasperczaka. Może być o pas Polsatu, albo o Pas sieci supermarketów Żabka. Zawsze jesteśmy górą. Jak nie ci, to tamci. Albo remis, który nikogo nie hańbi. Oczywiście, gdzieś tam daleko toczą się inne rozgrywki, gdzie Brazylia podejmuje Anglię, ale nas to nie interesuje. Prawdziwy futbol jest tutaj. U nas. Gdyby Brazylijczycy przyjechali, to by tego doświadczyli. Ale nie przyjadą, bo ich nie zaprosimy. Nie chcemy.
Trzeba coś zrobić, by przywrócić sens piłce. Przecież to nie może być ciągłe utrapienie. Z założenia - ma być fajnie. A czy będzie? Nowe pokolenie, które właśnie rośnie, zapowiada się wyjątkowo nędznie. Za wielką gwiazdę uchodzi Kamil Grosicki, który w tym sezonie, w chwili gdy piszę te słowa, strzelił trzy gole. W całej swojej ekstraklasowej karierze tych trafień ma 10. A nieśmiało przypominam, że piętnaście lat temu, właśnie w tym wieku, naszą ligę opuszczał piłkarz o teoretycznie podobnej charakterystyce, Wojtek Kowalczyk i przenosił się do Hiszpanii. Goli miał na koncie 39. No i medal olimpijski na szyi, i bramki zdobywane przeciwko najlepszym klubom świata. I gdzie potem ten Kowalczyk zaprowadził naszą kadrę? Ano nigdzie. Gdzie więc zaprowadzi Grosicki? Też nigdzie. Mimo naszego chciejstwa, nie ten rozmiar kapelusza. Glik nie zatrzyma Torresa, Sadlok nie wyłączy z gry Podolskiego. I tak dalej.
Skoro więc realnie patrząc na poprawę nie ma szans żadnych, reformy systemu szkolenia nie doczekamy się nigdy, a cała piłka ma kojarzyć się z żenującymi typami z PZPN (okres między meczami kadry) lub permanentnymi, wstydliwymi porażkami (mecze kadry), to Tusk powinien interweniować. Dość wyniszczania polskiego społeczeństwa. Ma żyć się lepiej. Kopanie piłki zakazane, pod karą urżnięcia nóg. Chyba, że ktoś ma lepszy pomysł. Z rozkoszą się zapoznam.

zapraszam na www.weszlo.pl