Mistrzostwa świata dają brazylijskiemu piłkarzowi splendor, o którym marzył całe życie. Zagrać w barwach „Canarinhos”, zagrać dla ojczyzny futbolu. Cacau był na mundialu w RPA, strzelił gola, ale nie dla drużyny Dungi. Wybrał kadrę Joachima Loewa, bo - jak twierdzi - w stu procentach czuje się Niemcem i jest dumny, że broni barw niemieckiej drużyny narodowej. 29-letni napastnik VfB Stuttgart spotkał się z korespondentem „Magazynu Futbol” w swojej willi w Mogi das Crizes, niewielkiej mieścinie na obrzeżach Sao Paulo, gdzie spędza każde wakacje. Opowiedział nam o trudnych początkach kariery, życiu na imigracji, nowej niemieckiej reprezentacji, sławie i Polakach.
Fragment wywiadu:
- Jak fakt, że grałeś na mundialu w RPA jako reprezentant Niemiec, zmienił Twoje stosunki z Brazylią I Brazylijczykami?
- Nagle zaczęło się dziać coś dziwnego. W Niemczech, w związku z tym, że mieszkam tam już 11 lat, jestem przyzwyczajony do zainteresowania kibiców, całego tego medialnego szumu. Popularność jest bardzo fajna, ale kiedy chcę od niej odpocząć, to przyjeżdżam do Brazylii na urlop lub święta. Tu mogę w pełni się zrelaksować. Tu nikt mnie nie zaczepia na ulicy, tu jestem jednym z wielu. A raczej byłem... Pierwszą zmianę w zachowaniu dostrzegłem już w samolocie z Niemiec do Brazylii. Najpierw rozpoznała mnie załoga TAM (brazylijskie linie lotnicze - przyp. red.), później pasażerowie, który zaczęli zadawać mi mnóstwo pytań. Na lotnisku w Sao Paulo zaczęło się rozdawanie pierwszych autografów. Coś, czego w Brazylii nigdy w życiu nie robiłem, bo po prostu, nikt mnie o to nie prosił. Dziś nawet w mojej wiosce Mogi, gdzie do tej pory znała mnie tylko jedna osoba, zresztą mój serdeczny przyjaciel, ludzie proszą o autografy. Kiedy w lipcu wyjechałem na krótkie wczasy do Bahii, w hotelu już wszyscy wiedzieli, kim jest Cacau. I jak tu nie czuć się dumnym?! Ludzie w ojczyźnie, z której wyjechałeś mając 18 lat, w której jako piłkarz nic nie osiągnąłeś, nie grałeś w żadnym wielkim klubie, rozpoznają cię, szanują, identyfikują się z tobą. Bo w jakiś sposób rozsławiłeś Brazylię w świecie. Dla mnie to cenniejsza nagroda, niż indywidualne wyróżnienia czy gole. Aż rozpiera mnie radość.
- A jak Cię przyjęto w Niemczech? Stałeś się jeszcze popularniejszy, ludzie patrzą na Ciebie inaczej?
- Tak naprawdę dopiero teraz zobaczę, jaka będzie reakcja Niemców. Po mundialu byłem w Niemczech tylko przez jeden dzień. Przyleciałem rano, a już wieczorem miałem lot do Brazylii. Szczerze? Spodziewam się jeszcze większej popularności. Być mistrzem kraju (Cacau wygrał w 2007 roku Bundesligę w barwach VfB Stuttgart - przyp. red.) - to jedno. Wtedy rozpoznają cię ludzie w twoim mieście, ewentualnie regionie. Być członkiem trzeciej drużyny świata – to coś zupełnie innego. Twoje nazwisko nabiera krajowego rozgłosu. To inny wymiar. Jeśli już od kilku lat mam w Stuttgarcie kłopoty, żeby zrobić spokojnie zakupy w supermarkecie, albo po prostu iść do kina, to już wkrótce w ogóle nie będę wychodzić z domu...
Więcej w "Magazynie Futbol"
(Rzeszotary)